Jeśli ktoś twierdzi, że sercem miasta są tawerny, to znaczy, że nigdy nie był na Rybnym Targu. Bo to tu, wśród dymu z wędzarni, zapachu gnijących ryb i soli, bije prawdziwe serce miasta — mokre, cuchnące, głośne.
Wyznaczone przez grododzierżcę ponad trzysta zim temu, miejsce targowe od początku było punktem styku: ludzi różnych klas, profesji i przekonań. Nie ma tu dnia bez kłótni, świeżego trupa wśród kramów i udanych transakcji — i tak jak nie wszystkie ryby mają łuski, tak nie każda transakcja jest legalna.
Plac przylega do wschodniego nabrzeża, tuż przy spróchniałych dokach. Z trzech stron zamykają go kamienice starych kupieckich rodów, z czwartej — rzeka Topielica, która od lat nie pachnie już wodą.
Dawna linia muru, dziś częściowo zabudowana, oddziela targ od reszty miasta. Przy wschodnim wejściu stoi Brama Tobiasza — dziś pokryta szronem i solą, niegdyś zdobiona freskiem przedstawiającym boga morza.
Obok Baszta Łabędzia, opuszczona i milcząca, dawniej należała do Czarnej Straży. Długo stała pusta, ale ostatnimi czasy zamieszkał w niej czarownik z południa. Teraz nawet pijacy boją się tam krążyć po zmroku.

Zanim miasto wstanie, Rybi Targ już wrze. Wędzarnie buchają dymem z mokrego dębu. Na kamiennych stołach: łososie z Północnych Fiordów, śledzie z Zatoki Mgieł, meduzy z Trupiego Rowu. A między nimi — oślizgłe stworzenia, których nikt nie potrafi nazwać, ale chętnie za nie płaci czarownik z wieży.
Handlarze drą się, garncarze lepią misy z czerwonej jak krew gliny, dzieci kradną cebule, a starcy modlą się, by ryba nie sparszywiała — bo to zły omen.
Wieczorem światło latarni tańczy na mokrym bruku, a Targ pustoszeje… przynajmniej oficjalnie. Bo nocą zaczyna się prawdziwy handel. Tylko uważaj, zanim coś kupisz — nie wszystko da się opłacić złotem.
W karczmach przy targu zjesz duszonego węgorza z sosem z wodorostów, wywar ze śledzich ozorów i chleb tak twardy, że zwą go sucharem.
Pulchne kobiety w sukniach barwy rdzewiejącego żelaza sprzedają „gryzy” — placki z resztek, okraszone szczypiorem. Smakują tylko wtedy, gdy jesteś naprawdę głodny. A tu głodni są prawie wszyscy.
Ale prawdziwe dania rodzą się poza tawernami i gospodami — w cieniu kramów i straganów na uboczu, gdzie czarny olej z głębin służy za przyprawę, a główny składnik pozostaje tajemnicą kucharza i tego kto nie utrzyma go w żołądku.
Latem odbywają się tu festyny, choć słowo „święto” nie pasuje do miejsca, gdzie flaki ryb mieszają się z lokalnym napitkiem, który na wyrost zwą piwem. Pojawiają się kuglarze, śpiewacy, czasem nawet skaldowie z Nordheim — ci ostatni, gdy już zrozumieją, dla kogo mają grać, zaczynają pić.
Chcesz poznać miasto? Przejdź przez rybny targ. Ale nie licz na uśmiechy. To nie miejsce, które wita. To miejsce, które testuje. Sprawdzi, czy masz twardą walutę, nos do świeżych ryb i rozum do rozpoznania naciągacza.
Jeśli przetrwasz do rana — kolejny wieczór może ci się odwdzięczyć. A jeśli nie? Dno Topielicy zna imiona wielu.
Odnośnik do pliku lokacji w formacie A3, w jakości do wydruku – znajdziesz w dzisiejszym wydaniu biuletynu.
Biuletyn wysyłamy między 18, a 19 co czwartek. Znajdziesz w nim wiele inspiracji dla swoich sesji RPG.
Zobacz przykład.