W Latium drogi nie są z kamienia. Są z wody.
Stolica Republiki Wolnych Miast rozpięta jest na dziesiątkach wysp – dużych, małych, naturalnych i sztucznych. Ląd nie jest tu oczywistością, a każda ulica kończy się schodami prowadzącymi wprost do kanału. Kanały są tym, czym dla innych miast są ulice – pełne ruchu i hałasu. Tyle że w Latium wszystko płynie – dosłownie.
Niektóre kanały są szerokie jak rzeka – z miejscem na statki handlowe, barki z towarem i gondole patroli miejskich. Inne to wąskie żyły między domami, przez które przeciśnie się tylko mała łódź wiosłowa. Są kanały otwarte, publiczne, i zamknięte, prowadzące przez dziedzińce, przez bramy, pod balkonami i sklepieniami starych domów kupieckich. Niektóre prowadzą wprost do świątyń albo do magazynów, w których przechowuje się przyprawy, wino i sekrety
W Latium nie trzyma się koni – trzyma się łodzie. Każda rodzina, która coś znaczy, ma własną łódź: ręcznie malowaną, wyważoną, z herbem lub symbolem rodu. Zwykli mieszkańcy korzystają z publicznych stajni łodzi – to porty-targowiska dla małych jednostek, przypominające wielopoziomowe stodoły na wodzie. Tu łódź można zostawić, naprawić, zatankować, albo wymienić na nowszą, szybszą, bardziej elegancką.
W stajniach zawsze kręcą się dzieciaki — pomagają cumować, smarują wiosła, opowiadają plotki i wynajmują się jako przewodnicy. Dla wielu z nich to początek kariery: przyszli kupcy, przewoźnicy, a czasem i przemytnicy zaczynają właśnie tam.
Mosty w Latium to nie tylko przeprawy – to znaki. Każdy most ma swoją nazwę, niektóre mają nawet własne straże. Najstarsze są kamienne, z kolumnami i posągami. Inne to nowoczesne, metalowe konstrukcje łączące dzielnice przemysłowe. Są mosty wiszące i ruchome, mosty otwierane dla statków i mosty zwodzone tylko dla określonych łodzi – to przywilej zarezerwowany dla elit.
Pod każdym większym mostem zbiera się życie. Ktoś gra, ktoś śpi, ktoś sprzedaje gorące jedzenie z łodzi przekształconej w kuchnię. Są mosty, pod którymi nie wolno się zatrzymywać – szczególnie w nocy. Są też takie, pod którymi kręci się tylko Liga i nikt inny tam nie zagląda.
Most to także granica wpływów. Jeden ród może kontrolować jedną stronę, inny drugą. Na mapach handlowych Latium mosty oznacza się jak punkty cła: jeśli chcesz przewieźć coś przez czyjąś dzielnicę – musisz zapłacić, albo być gotów na „przypadkową” inspekcję.
Ponieważ poziom wody w kanałach zmienia się pod wpływem pływów, Latium od wieków rozwija swój system śluz i wież wodnych. Wysokie, wąskie wieże pełnią funkcję kontrolną – regulują przepływ wody, ciśnienie i bezpieczeństwo transportu. Każda śluza ma własną załogę, która zna lokalny rytm wody lepiej niż zegar.
Wieże pełnią też rolę strażniczą – z ich szczytów patrolnicy wypatrują pożarów, zatargów i statków, które nie powinny wpływać do niektórych dzielnic. Oficjalnie dla bezpieczeństwa. Nieoficjalnie – dla kontroli wpływów.
Miasto dzieli się nie według ulic, ale według obsługiwanych tras kanałowych. Są dzielnice o ruchu ciężkim – towarowym – gdzie łodzie są szerokie, niskie, i powolne. Tam jest głośno, brudno, i nie pachnie różami. Ale są też dzielnice szybkie, handlowo-rozrywkowe – z kolorowymi gondolami, śpiewakami, latarniami wiszącymi na linach między domami.
Kanały są oznakowane jak ulice – specjalne boje, proporce i sygnały świetlne określają, kto ma pierwszeństwo. Każdy sternik zna je na pamięć, bo wypadek oznacza nie tylko stratę, ale wstyd – a w Latium wstyd to kosztowna sprawa.
Transport publiczny to system taksówek wodnych, które kursują regularnie między głównymi wyspami. Są tanie, szybkie, a ich sternicy znają skróty, które omijają korki kanałowe. Każda łódź ma swoją nazwę i reputację – są takie, którymi jeżdżą tylko studenci, inne – tylko handlarze z dzielnicy przypraw.
Miasto posiada też flotyllę miejską – łodzie patrolowe, statki urzędowe i ceremonialne barki używane przez Dożę i członków Rady. Ich pojawienie się w kanałach zawsze wywołuje poruszenie – to znak, że dzieje się coś ważnego.
W nocy niektóre dzielnice są zamykane dla ruchu – wtedy ruszają konwoje Ligi Handlowej, eskortowane przez uzbrojone łodzie z żołnierzami Bękartów Fortuny. Jeśli ktoś ma tamtędy kurs, musi znać hasło. Jeśli nie zna – lepiej zawrócić, zanim usłyszy świst bełtu.
W Latium wszystko dzieje się na wodzie albo tuż nad nią. Domy mają dwa wejścia — jedno dla tych, co chodzą, drugie dla tych, co pływają. Listy dostarcza się łodzią. Plotki też. Nawet egzekucje odbywają się na tratwach, publicznie — skazaniec spływa pod mostami, milczący i związany. To rytuał. W tym mieście łódź może cię unieść ku złotu albo odpłynąć z tobą w zapomnienie.
Tu nie mówi się „chodźmy”, tylko „popłyńmy”. Nie pyta się o drogę, tylko o prąd. Skręty to mosty, orientacja to kanały, a zgubić się można nie w uliczce — tylko w wodzie między dzielnicami, gdzie światło nie dochodzi, a przewoźnik może zapytać: „serio chcesz tam płynąć?”.